Civitas Christiana

Oddział Okręgowy we Wrocławiu

VI. Świt nowej kultury

W maju 380 roku w Konstantynopolu zebrali się biskupi całego wschodniego chrześcijaństwa. Sprawa wydawała się nagląca. Po śmierci Konstantyna Kościół potrzebował potwierdzenia wiary wyznanej na soborze w Nicei. Herezja ariańska bowiem nie umarła, zmieniła jedynie kierunek natarcia, zwracając się z nową zaciętością bezpośrednio przeciwko następcom Apostołów.

Nowy sobór stał się nadzwyczajną okazją do zetknięcia się największych umysłów i osobowości IV wieku. Pośród nich znaleźli się św. Grzegorz z Nazjanzu i św. Hieronim. W tych dwojgu ludziach, tak zaprzyjaźnionych ze sobą i darzących wzajemnym szacunkiem, zetknęły się ze sobą dwa światy: wschodni i zachodni, ten wyrosły z tradycji grecko-helleńskiej i ten ukształtowany na literaturze łacińskiej. Te dwie postaci reprezentowały jednakowoż tak wiele wspólnych cech zbliżających ich do siebie i wyróżniających pośród najznakomitszych duchownych biorących udział w obradach soborowych. Obaj też włączeni zostali przez późniejsze pokolenia w poczet Ojców Kościoła.

Św. Grzegorz w sposób szczególnie gorliwy zaangażował się w obronę ortodoksji katolickiej przeciwko błędom ariańskim. Hieronim zasłuchany w jego słynne mowy uznał w nim swojego mistrza, a przecież sam nigdy nie odczuł powołania ani siły do podobnej walki za wrogami Kościoła. Grzegorz był zaiste postacią niezwykłą. Pełen wrażliwej na piękno ciekawości świata nie przypominał raczej w niczym poza miłością Boga swych przyjaciół: św. Bazylego i jego brata, św. Grzegorza z Nyssy. Nie cechuje go ani władczość właściwa Bazylemu, ani jego wytrwałość w powziętych dziełach. Ma naturę poety rozmiłowanego w życiu światowym, który pod wpływem osobistych porażek zaczyna tęsknić za życiem samotniczym. Do Konstantynopola ściągnęły go nie tylko spory dogmatyczne, ale również kwestia wakujących stolic biskupich Antiochii i samej stolicy cesarstwa. Obrany zwierzchnikiem Konstantynopola jego przyjaciel biskup Melecjusz zmarł atakowany przez przeciwników, przed śmiercią przekazując mitrę Grzegorzowi. W tych trudnych czasach podziałów i sporów między duchownymi takie postaci jak święty z Nazjanzu świadczyły o niewzruszoności podstaw Kościoła świętego. Hieronim przedstawiony temu człowiekowi w czasie obrad soboru odnalazł w nim pokrewną naturę dążącą do poznania prawdy i trwania przy niej pomimo niesprzyjających okoliczności. I chociaż święty Grzegorz nie miał w sobie nic z nieugiętego heroizmu innych obrońców wiary, zapisał się w historii Kościoła ostatecznym ogłoszeniem nauki o Bogu w Trójcy Świętej, nie uznanej przez odstępców ariańskich.

Jak już się rzekło, Grzegorz nabrał prawdziwego upodobania do samotnego przebywania sam na sam z Bogiem. Sprzyjały temu te rysy jego charakteru, które go skierowywały do wnętrza serca: wrażliwość i zamiłowanie do spokojnej pracy intelektualnej. Zmuszony do ustąpienia mitry biskupa Konstantynopola, atakowany przez Egipcjan opuszcza sobór, by oddać się bez reszty swoim dziełom: listom, wierszom, wyznaniom teologicznym. W tej swojej działalności uważany jest powszechnie za inicjatora nowego ruchu monastycznego, który nabiera zabarwienia bardziej intelektualnego niż dotąd. Zrodzony u samych korzeni chrześcijaństwa nurt ucieczki na pustynię był wyrazem buntu przeciwko cywilizacji i zdeprawowaniu świata. Pierwsi anachoreci („anachoresis”= gr. ucieczka) żyli w izolacji od świata w pustelniach, za cel obierając sobie jedynie samodoskonalenie się na wzór Chrystusa w ascezie i milczeniu. Żywa do dziś tradycja (utrwalona m.in. w „Złotej Legendzie” Jakuba de Voragine z XIII w.) przekazuje nam obraz Ojców Pustyni: Antoniego, Pawła, Makarego jako ludzi samotnie zmagających się z pokusami własnego ciała i oddanych najdziwaczniejszym praktykom ascetycznym. Dla Grzegorza wewnętrzna pustynia była przede wszystkim okazją i właściwym klimatem do odnajdywania i głębszego poznawania Boga na kartach Pisma Świętego.

Podobną postawę przyjmie św. Hieronim. W tym samym 380 roku wykształcony na Cyceronie, Salustiuszu, Liwiuszu i ulubionym Wergiliuszu autor sławiącego pożytki życia na pustyni listu do Heliodora zrozumie, dlaczego słowo „mnich” jest pogardzane wśród czcicieli Chrystusa. Oto niektórzy asceci – tak mężczyźni, jak kobiety – przeżywają przesadnie charyzmat odosobnienia, zamiast ćwicząc dyscyplinę dążyć przede wszystkim do zbliżenia się do Boga. W tym okresie św. Hieronim miał już za sobą doświadczenia takiego trybu życia. Do Konstantynopola przyjechał prawie wprost z pustyni chalkidyjkiej, gdzie pozostawał w swojej pustelni około dwóch lat. Poznał on z bliska naturę nękanych sporami oderwanymi od rzeczywistości anachoretów syryjskich. To właśnie te kłótnie pozbawione wszelkich reguł logiki i miłości chrześcijańskiej były m.in. przyczyną opuszczania Antiochii przez kolejnych biskupów, a także powrotu Hieronima do życia czynnego. Jako rację takiego stanu rzeczy upatrywał on właśnie w braku zdrowego zainteresowania życiem Kościoła ze strony pustelników. Mimo natury podobnej św. Grzegorzowi, skłonnej do wyciszenia i kontemplacji, jemu samemu ten tryb życia zdawał się zupełnie nie odpowiadać. Zwykł wprawdzie ćwiczyć się w umartwieniach cielesnych i duchowych, co odzwierciedla nawet barokowy obraz Drera, lecz nigdy nie znalazł w tym upodobania. To typowy intelektualista oddany przybliżaniu nauki Pisma Świętego i tłumaczeniu jego alegorii, zapalony egzegeta i znawca języków obcych. Do Konstantynopola zawezwano go z uwagi na jego niezwykłą erudycję i rozległą znajomość Biblii. Wielokrotnie odwoływano się tu do jego autorytetu, ale też nie zdołał się on zaangażować w spory soborowe na tyle, aby mogły go one oderwać od pragnienia studiów nad przekazem Pisma Świętego. Do tego Hieronim był po prostu stworzony.

Zajęciu temu oddawał się z żarliwością tuż po zakończeniu swej edukacji szkolnej przebywając w Akwilei jako dwudziestoletni młodzieniec. Jak inni jemu podobni młodzi ludzie w pracy nad Pismem Świętym sięgał on po pisma autorów pogańskich, rozczytując się przede wszystkim w filozofach rzymskich. W późniejszych latach miał jednakże zrezygnować z tej metody, wierząc objawieniu, jakiego doznał. Tu napisał też swój pierwszy dialog mistyczny na wzór Platona. Najlepsze jednak warunki do pracy będzie miał dopiero po opuszczeniu Konstantynopola, gdy uda się do Rzymu pod wpływową opiekę papieża Damazego. Ten równie niezwykły następca św. Piotra, symbol uczciwości i szerokich horyzontów myślowych, docenił wartość Hieronima, jego erudycji i znajomości hebrajskiego. Już wcześniej jego podopieczny parał się tłumaczeniem kroniki Euzebiusza z Cezarei i homilii Orygenesa. Teraz jednak pod wpływem zachęty papieża podejmuje się on tłumaczenie samego Pisma Świętego. Istniała wprawdzie wersja tzw. Siedemdziesięciu Autorów, czyli Septuaginta, będąca spadkiem po niezbyt kompetentnych pierwszych neofitach żydowskich. Dostrzegano w niej wiele nieścisłości i niefachowości przekładu. Hieronima drażnił chropawy styl, odbierający piękno językowi autorów natchnionych: greckich i hebrajskich. Nade wszystko uważał on, że nieścisłości te powodują niezrozumienie treści i sprzyjają powstawaniu i rozwojowi wszelkich herezji w łonie Kościoła. Ciekawe jednak, że nawet święty Augustyn nie rozumiał wysiłku odnowienia Biblii łacińskiej, którego podjął się sekretarz papieża Damazego. „A nie mogę się dość nadziwić, że znajduje się jeszcze coś w egzemplarzach hebrajskich, co uszło uwagi tylu tak bardzo doświadczonych tłumaczy tego języka” – twierdził w liście do Hieronima (list LVI,2 cyt. za: Y.Chauffin, Święty Hieronim, Warszawa 1977, s.194). Nie tylko on, jak wielu jeszcze po nim, uznawał tutaj wyższość i powagę tradycji nad koniecznością oczyszczenia tekstu natchnionego z naleciałości czasowych. A przecież przekładem tym, nazwanym później Wulgatą, gdyż był w powszechnym użyciu niemal do dnia dzisiejszego, św. Hieronim zapisał się w historii Kościoła w sposób szczególny. W dokonanie tego dzieła włożył nie tylko swój wysiłek poligloty, ale również znajomość realiów historycznych dziejów ludu wybranego i ich znaczenia alegorycznego. Ten wielki egzegeta opatrywał Pismo Święte odpowiednimi komentarzami, a dzięki porównaniom poszczególnych ksiąg rozumiał użyte terminy we właściwych kontekstach. Objawił w tym cały swój kunszt tłumacza wyprzedzając tym samym dużo późniejszą technikę egzegezy biblijnej.

Studia nad Pismem Świętym zaowocowały w życiu Hieronima jeszcze jednym doniosłym dziełem. W odpowiedzi na ataki niejakiego Helwidiusza zajął się on dogmatem o dziewictwie Maryi, który stał się podstawą jego doktryny. Polemizując z dość kiepskim i nieuczciwym pisarzem św. Hieronim broni nie tylko godności Matki Boga, jako osoby postawionej ponad historią całego rodu niewieściego. Przejmuje go sama istota stanu dziewiczego, jego wielka wartość, która w sposób konstruktywny zaciążyła na rozwoju monastycyzmu. Tłumacz Wulgaty przez całe niemal życie związany był więzami kierownictwa duchowego i duszpasterskiego z grupą kobiet pochodzących z patrycjatu rzymskiego. A właśnie w czystości cielesnej widział on drogę do osiągnięcia doskonałości duchowej i zwykł ją porównywać do poświęcenia się służbie Bogu na wzór męczenników pierwszych wieków chrześcijaństwa. W oczach Hieronima nie ma mowy o równości stanu małżeńskiego i celibatu. Tak właśnie człowiek ten zadecydował o bardzo szczególnym rysie mentalności ludzkiej aż do schyłku Wieków Średnich.

W klasztorach powstających od 386 r. z inicjatywy wspomnianych patrycjuszek Hieronim prawie niechcąco pełni rolę mistrza duchowego i przewodnika pośród źródeł nauki chrześcijańskiej. Nękany nieustannymi atakami oszczerców, czuje się jednak w tym gronie najlepiej, znajduje w nim prawdziwe oparcie w czasie sporów o potępionego Orygenesa, podczas kłótni doktrynalnej z eks-mnichem Jowinianem. Tutaj w klasztorze betlejemskim pisze słynne dwa tomy w odpowiedzi na jego przekonanie, że w osiągnięciu zbawienia liczy się tylko intencja, nie zaś uczynki. W Betlejem spędził Hieronim bez mała trzydzieści cztery lata swego życia, czyli prawie jego połowę, oddając się swej pracy i modlitwie. Jest to okres dla niego najpłodniejszy. Świadczy to, jak bardzo dobrze czuł się w roli mnicha otoczonego gronem potrzebujących go ludzi. Chociaż został wyświęcony na kapłana, jednak godność ta nigdy nie stanowiła dla niego okazji do sprawowania liturgii i pracy duszpasterskiej. Ten „pół-barbarzyńca”, jak siebie nazywał, który w swej młodości porzucił studia nad literacką spuścizną pogańską, poświęcił się całkowicie poznaniu Boga w Piśmie Świętym i ludzkich duszach. Jego metodami rozmowy z zatroskanymi i zbolałymi ludźmi mogliby się zainteresować nawet współcześni psychiatrzy.

Hieronim, który przyznawał, że przekaz Pisma Świętego uprzystępnił mu sam Grzegorz z Nazjanzu, jest jak i ten drugi znakiem rodzących się nowych czasów. Obu można uznać za głównych, obok wielu innych, twórców kultury, która przez następne tysiąc lat zapanuje w całym świecie chrześcijańskim. Są oni jej twórcami już nawet nie przez swoje dzieła, bo nawet Hieronim nie był oryginalnym myślicielem, ale przez swój styl życia zaprawiony ludzką wrażliwością i wiernością obranym ideałom. Ten styl, tak zaraźliwy dla innych, stał się wzorem postępowania na Wschodzie i Zachodzie cywilizacji chrześcijańskiej.

dr Anna Sutowicz

Kategoria: Teksty

Komentarze są zablokowane.