Civitas Christiana

Oddział Okręgowy we Wrocławiu

Historia Kościoła: III. Kościół nauczający

II i III wiek to okres dla Kościoła bardzo trudny. Nie tylko ze względu na powtarzające się prześladowania. To również czas wytyczania dróg, po których będą stąpać następne pokolenia teologów czerpiących z tradycji apologetycznej pierwszych wieków chrześcijaństwa. Pod wpływem ataków filozofów pogańskich Kościół zmuszony został w tym okresie do uściślenia i wyjaśnienia niektórych pojęć, zinterpretowania pism chrześcijańskich. W ten sposób zrodziła się epoka Ojców Kościoła, ludzi, którzy oddali swoje umysły na służbę obrony Prawdy w obliczu fałszywych oskarżeń pogan, jak też chrześcijan odchodzących od pierwotnego źródła wiary. Jak wiadomo bowiem pozostające w izolacji gminy wyznawców Chrystusa, między którymi kontakt był co najmniej utrudniony, narażone były na rozprzestrzenianie się błędów pojedynczych duchownych.

Trudno ocenić, co stanowiło dla Kościoła większe niebezpieczeństwo: zjadliwa krytyka pogańskich myślicieli, nie rozumiejących często sedna wiary i posługujących się stereotypowymi oskarżeniami powstałymi z błędów wyobraźni, czy też rodzące się już od II wieku herezje szerzone w łonie Kościoła niekiedy nieświadomie, a często z całą premedytacją. Z pewnością herezje, czyli fałszywe nauki wśród chrześcijan sprawiały pierwotnemu Kościołowi więcej bólu. Były objawem trawiącej wspólnotę choroby, której uleczenie wymagało nie tylko logicznej argumentacji teologicznej, ale zwalczania grzechu pychy i samowoli wiernych. Ale i ataki rzymskich intelektualistów nękały Kościół przede wszystkim dlatego, że usprawiedliwiały niszczenie jego żywej tkanki.

Oto cesarz Marek Aureliusz, uprawiający filozofię stoicką, atakując w swoich pismach obojętność chrześcijan na śmierć, gardząc ich chłodnym stosunkiem do wszelkiej wiedzy i przyjemności, wysyłał jednocześnie całe gminy na mękę. Podobnie postępował też żyjący już po okresie nawrócenia się Konstantyna Wielkiego, Julian Apostata. Ten odstępca od wiary, wychowany w katolicyzmie, napisał i opublikował 3 księgi „Przeciwko chrześcijanom”, by następnie podczas swego krótkiego panowania próbować unicestwić pogardzaną przez siebie religię. Atakowali chrześcijan neoplatonicy, niepogodzeni z istnieniem osobowego Boga. Wszyscy zaś filozofowie wytykali nieścisłości w treściach ksiąg i ich ahistoryczność, nie mogąc zrozumieć ich ponadczasowego sensu. W postępowaniu Chrystusa dopatrywali się niekonsekwencji, drwili z Jego wymogu ubóstwa, a osiem błogosławieństw uważali za tak sprzeczne z ludzką naturą, że wręcz dla niej niebezpieczne. Chrześcijaństwo, przyjmujące Objawienie bez konieczności jego uzasadnienia, mieli za religię barbarzyńską i dlatego sprzeczną z duchem wykształconego społeczeństwa rzymskiego. W imię tych wszystkich przekonań dążyli więc do jej usunięcia, jak rosnącego wrzodu, którego nagłe pęknięcie mogłoby spowodować śmierć osłabionego organizmu państwowego.

Kościół stanął przed koniecznością odpowiedzi na te zarzuty, gdyż mógł w ten sposób umocnić również w czystej wierze tych którzy pod ich wpływem stawiali sobie więcej pytań. Człowiekiem, który jako jeden z pierwszych rozpoczął dialog z pogańską filozofią, był św. Justyn. Jako nawrócony poganin znał dobrze błędy filozofów posługujących się tylko logiczną argumentacją i poruszających się wyłącznie na drodze dociekań rozumowych. W odpowiedzi na zarzuty Marka Aureliusza usiłował rozwiązać zagadnienie stosunku wiary do rozumu, ich wzajemnego uzupełniania się na gruncie religii chrześcijańskiej. W „Dialogu z żydem Tryfonem” zaś zajął stanowisko wobec tradycji żydowskiej. Podjął też kwestię bóstwa Chrystusa, które tu i ówdzie pojmowane było jako stojące w sprzeczności z monoteizmem.

Justyn był człowiekiem żądnym wiedzy. Jego droga do Prawdy Objawionej była długa, mozolna, naznaczona rozczarowaniami najpierw do filozofii stoickiej, perypatetyckiej (spadkobierczyni nauki Arystotelesa), pitagorejskiej i w końcu platońskiej. Pojawienie się tego człowieka w szeregach ochrzczonych można uznać za triumf Kościoła i jego nauki nad myślą i dociekaniami całego świata pogańskiego. Jego życie i działalność, a w końcu męczeńska śmierć około roku 165 były jednym wielkim dowodem słuszności religii chrześcijańskiej, jej wewnętrznej spójności oraz nieprawdziwości m.in. zarzutu, że stoi w sprzeczności z logiką i naturą ludzką. Umysł Justyna stawiał sobie pytania o naturę Boga, którego nazywał Ojcem wszechrzeczy, o naturę aniołów i duszy ludzkiej. Po raz pierwszy sformułował długo nie rozwiniętą tezę o istnieniu czyśćca jako miejsca oczekiwania dusz grzeszników na ostateczne szczęście. To ten myśliciel rodem z Syrii Palestyńskiej podjął też problem objawienia się Chrystusa jako Logosu czyli Osoby Boskiej. Ta bardzo trudna kwestia nękać będzie jeszcze wiele umysłów ludzi żyjących po Justynie, doprowadzając niektórych do granic błędu teologicznego i herezji. W swoich dociekaniach Św. Justyn czerpał wiele z platońskiej tradycji odzwierciedlania idei w rzeczach, które to idee mają swoje źródło w Boskim umyśle. Jednak zawsze posługiwał się on argumentacją opartą ściśle na Piśmie Świętym. Nie miejsce tutaj na wyjaśnianie czy nawet podejmowanie tych kwestii, gdyż musiałyby one siłą rzeczy ulec spłyceniu i zniekształceniu. Niech dla nas pozostanie ważny fakt, że człowiek ten umiał czerpać z mądrości filozofii przedchrześcijańskiej odrzucając jej błędy, łączyć różne tradycje z korzyścią dla katolicyzmu, umiał dostrzec wartość rozumu dla wiary bez uszczerbku dla tradycji i Objawienia.

Jego chłonny i niespokojny umysł miał też podjąć walkę z gnostyckimi prądami, które coraz szerszą falą zaczęły się wlewać w koryto czystej nauki Kościoła. Ich pojawienie się uwarunkowane było sięganiem do pogańskich wierzeń Wschodu o walce dobra ze złem, której tajniki mieli poznać tylko wtajemniczeni. Owo wtajemniczenie niedostępne zwykłym umysłom stanowiło istotę „gnozy” czyli czystego poznania, mającego samo w sobie moc oczyszczenia zepsutej natury ludzkiej. Prądy gnostyckie żywiące się chrześcijańską nauką o walce szatana z Chrystusem, o Wcieleniu Słowa Żywego odradzały się na nowo w II wieku, zniekształcone i zniekształcające naukę Kościoła o naturze dobra i zła. Ich podstawowy błąd, jeden z wielu, ale przecież stanowiący istotę niebezpieczeństwa dla Kościoła i pojedynczych wiernych, polegał na przypisaniu jednakowej mocy siłom Światła i Ciemności, toczących walkę od początku świata. Oto nagle szatan zyskiwał rangę złośliwego bóstwa mogącego zaszkodzić Bogu. To jego dziełem miało być ludzkie ciało pozostające uciążliwym pancerzem dla boskiego pierwiastka, jaki każdy człowiek w sobie nosi, czyli duszy. To zafałszowanie prawdy o Bogu jako Osobie Najwyższej, Wszechmocnej, Stworzycielu nieba i ziemi kochającym swoje dzieła sprowadzało wyznawców herezji gnostyckich na margines ludzkich działań. Pozbawieni świadomości wolnej woli, wtłoczeni w tajemniczą walkę nieznanych sobie sił, pozostawali oni zagadką sami dla siebie bezradni wobec przekonania o toczącym ich grzechu. Chcąc powstrzymać rozszerzanie się zła w świecie, którego ludzkość miała być nosicielem, próbowali przestrzegać wstrzemięźliwości seksualnej, bronili zawierania związków małżeńskich, a zawarte konsekwentnie potępiali.

Czy można było stworzyć coś bardziej sprzecznego z ludzką naturą i Boską miłością? Czy istniała kiedy równie demoniczna religia odbierająca człowiekowi wolę i siłę do doskonalenia się w imię Boga? Już święty Justyn dostrzegł wielkie niebezpieczeństwo tkwiące w samym jądrze tej herezji. Za jej „prarodzica” uważał, jak zresztą wszyscy herezjolodzy Szymona zwanego Magiem lub Czarnoksiężnikiem, o którym wspomina się już w Dziejach Apostolskich (Dz.Ap.8,9-24). Już sam jego przydomek wskazuje na sedno jego „nauki”: „Za cesarza Klaudiusza czynił on przy pomocy demonów dziwy czarnoksięskie i uchodził w Rzymie cesarskim za boga.” (Euzebiusz z Cezarei, H.e.,II,13,3,s.66) Jego działalność pociągać musiała tych, którzy nie chcieli lub nie mogli pogodzić się przede wszystkim z wymogiem pokory i posłuszeństwa Chrystusowi i Jego namiestnikowi na ziemi. Szymon i jego następcy umieli poruszyć najsubtelniejsze struny ludzkiej pychy: poczucia mocy, wyróżnienia z racji obcowania z rzeczywistością niedostępną dla „niewtajemniczonych”, w końcu wewnętrznej niesubordynacji wobec nakazów Kościoła. Ta i jej podobne nauki zaczęły nękać wyznawców chrześcijaństwa szczególnie na wschodzie: w Azji, Syrii i Egipcie, gdzie żywa była ciągle tradycja okultyzmu i spirytyzmu. Trudno określić, ile spustoszenia poczyniła gnoza pogańska w łonie Kościoła. Jednak konieczność dokonania wyboru pośród pism wczesnochrześcijańskich na kanoniczne, czyli pisane pod natchnieniem Ducha Świętego, i apokryficzne, czyli nie mające nic wspólnego z ortodoksyjną wiarą w Chrystusa, konieczność uporządkowania narosłej tradycji, wykazania ciągłości Objawienia w Starym i Nowym Testamencie, w końcu przyjęcie tezy, iż zachowanie Prawdy jest zagwarantowane tylko wśród konsekrowanych następców Apostołów, to wszystko przyczyniło się do wewnętrznego umocnienia Kościoła. Niemałą rolę w tym procesie odegrał właśnie święty Justyn, apologeta (czyli obrońca) i męczennik, który „pozostawił nam bardzo wiele dzieł niezmiernie pożytecznych, które świadczą, do jakiego stopnia umysł jego był wykształcony i przepojony sprawami Bożymi.” (Euzebiusz z Cezarei, H.e.,IV,18,1,s.175).

Swoje poświęcenie dla Prawdy przypieczętował, jak wielu przed nim i jeszcze wielu po nim, męczeństwem z rozkazu Marka Aureliusza, który go kazał najpierw ubiczować, a następnie skazał na śmierć. Justyn dowiódł więc, że tylko czysta wiara w Chrystusa jest prawdziwa nie tylko dlatego, że nie przeczy logicznemu rozumowaniu i rozwija naturalne skłonności człowieka do miłości i poświęcenia, ale również dlatego, że udziela prawdziwej mocy do oddania siebie dla Boga i człowieka. Moc tej wiary polega nie na pustych, spektakularnych gestach magicznych, ale na przemienianiu ludzkiej natury tak, by doskonalsza mogła odbijać Światło Miłości Boga.

Niestety mimo nauk i życia tego świętego oraz jemu podobnych wielkich chrześcijan tego okresu (święci: Polikarp, Ignacy, Ireneusz) ani nie ucichły do końca wątpliwości zwyczajnych, pozostających poza natchnieniem Bożym filozofów, ani nie przestała się szerzyć błędna myśl gnostyków, odrzucająca ewangeliczną moralność i równowagę. Myśl świętego Ireneusza: „Ubi Ecclesia, ibi Spiritus” (Gdzie Kościół, tam Duch Boży) zwracała jednak Kościołowi prawo do nauczania jedynej prawdziwej religii, przejętej od samego Chrystusa. Pozostawanie więc w łonie wspólnoty wiernych upewniało o trwaniu przy Słowie Nauczyciela. To On ostrzegł: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami”.(Mt.7,15) Takim wilkiem był Szymon. „Od owych czasów aż do dni naszych zwolennicy jego podszywają się obłudnie pod rozumną i z czystości życia wszędzie słynną naukę chrześcijańską. Lekkim sercem przecie wracają do zabobonnej czci demonów, której się na pozór wyrzekli/…/” (Euzebiusz z Cezarei, H.e.,II,13,6,s.66)

Dla nas istotne jest, że słowa Chrystusa są w każdym punkcie ponadczasowe, że nie zamykają się usta filozofów uzasadniających przy pomocy pseudologicznych argumentów swą niechęć do chrześcijaństwa, że nie brakuje i dzisiaj czcicieli demonów uprawiających na pozór niewinne rytuały magiczne i wróżby, próbujących sięgnąć do sedna tajemnicy przeszłości i przyszłości, usiłujących złapać za nogi samego Boga, aby Go raz na zawsze okiełznać własnym rozumem, zaprząc Jego moc na służbę ludzkich urojeń o nieprzemijalnym szczęściu. Stanowią oni wciąż nowe wyzwanie dla Kościoła, a więc dla nas wszystkich.

dr Anna Sutowicz

Kategoria: Teksty

Komentarze są zablokowane.