Civitas Christiana

Oddział Okręgowy we Wrocławiu

Historia Kościoła: I. U źródeł wspólnoty

Rozpoczynamy cykl artykułów, których celem będzie nie tyle ukazanie historii Kościoła w sposób systematyczny, gdyż wiele potrzeba po temu głębokich studiów i prawdziwego Bożego natchnienia, a przecież posiadamy kilka bardzo dobrych pozycji dotyczących tego tematu. Celem, który postawił sobie autor, uważający się za osobę niezbyt wykształconą, a jedynie dociekliwą w kwestiach historii chrześcijaństwa, jest przedstawienie dziejów wspólnoty wyznawców Chrystusa w następujących po sobie różnych warunkach kulturowych, przy czym pretekstem do takiego potraktowania tematu niech staną się postawy, działania i pisma najwybitniejszych jej członków. Chcielibyśmy spojrzeć na nich z należnym im respektem, ale też zrozumieniem ludzkich motywów postępowania, bez unikania najciekawszych i najcharakterystyczniejszych rysów ich charakteru. Potrzeba nam dzisiaj takiego przybliżenia Ojców Kościoła, świętych, prostych chrześcijan, którzy budowali dla nas na fundamencie nauki Chrystusa świat, w który wchodzimy w momencie poczęcia i pełniej w momencie chrztu świętego. Wszak „z pustego i Salomon nie naleje”, a wierze naszej potrzebne jest zrozumienie jej korzeni, by móc ją w domu rodzicielskim czynnie przekazywać naszym coraz to bardziej sceptycznym wobec świata pociechom.

Kierując się więc tym zbożnym pragnieniem poznania początków i rozwoju Kościoła sięgnęliśmy przede wszystkim do Pisma Świętego, które poddane niezbyt wprawnej analizie historyka, objawia się nam jako najcenniejsze źródło do dziejów chrześcijaństwa. To nie tylko zapis nauki Chrystusa będącej czystym objawieniem woli Boga wobec ludzkości, ale również utrwalone na piśmie świadectwo rodzenia się nowej cywilizacji, historia ludzi zmagających się ze sobą i otaczającym światem, aby podjąć i ponieść przez wieki jej najbardziej podstawowe wartości.

Powszechnie przyjmuje się za początek historii Kościoła Zesłanie Ducha Świętego, opisane w Dziejach Apostolskich (Dz.Ap.2,1-13), chociaż pojęcie „Kościół”(„ekklesia”) jako wspólnota wiernych i hierarchia jej zwierzchników zaczyna funkcjonować dopiero na przełomie I/II w. Oto w dzień Pięćdziesiątnicy, czyli święta przypadającego pięćdziesiąt dni po święcie Paschy, nastąpiło zlanie łaski Bożej, tchnienie Ducha obiecanego przez Zbawiciela, które obudziło w zgromadzonych jego uczniach niezwykłe zdolności nie tylko umysłowe: rozumienia i przekazywania nauki Chrystusa, ale także nagromadzoną energię działania i wolę rozszerzania Jego Królestwa pomimo zbliżających się ataków prześladowców nowej wiary. Ta łaska uczyniła z Kościoła, czyli zgromadzenia wyznawców Chrystusa, wspólnotę Bosko-ludzką, czyli taką, w której pierwiastek Boski i ludzki współpracują ze sobą realizując plany zbawienia świata, tzw. „ekonomię zbawienia”. To niezwykle istotny aspekt początków Eklezji, o którym dzisiaj już niewielu chrześcijan pamięta. Nie pamiętają o nim ani ci, którzy zarzucają hierarchii duchownej wewnętrzny rozkład, ani ci, którzy w niej jedynie postrzegają czynnik kształtujący oblicze współczesnego Kościoła. Duch Święty przenikający całe dzieje chrześcijaństwa, objawia jego wyznawcom wciąż nowe elementy Prawdy o Bogu, którą następnie od wieków starano się wcielać w życie, rozwijając w ten sposób bogactwo Tradycji i Objawienia.

Jak przyjęli owo wyzwanie uczniowie Chrystusa? Po odejściu Judasza uzupełniwszy swoje grono o Macieja, jednego z towarzyszy Chrystusa, pozostawali oni „wszyscy razem”. Zaczynali rozumieć znaczenie wspólnoty. Dopiero jednak zesłanie im Ducha Świętego wspólnotę tę scaliło, a jednocześnie otworzyło na innych ludzi, ukazało potrzebę wyjścia z Chrystusem do Żydów i pogan. Tym i dzisiaj różni się Kościół od różnego rodzaju sekt religijnych, a także innych religii, nade wszystko zaś od buddyzmu, że otwiera serce człowieka, daje mu jasność umysłu i odwagę, aby obserwować świat i nieść mu Światło Prawdy. Kościół więc od początku swego istnienia był misyjny. Wśród ludzi, którzy słyszeli z ust Apostołów swój własny język byli: Partowie, Medowie, Elamici, mieszkańcy Mezopotamii, Judei, Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii, Pamfilii, Egiptu, Libii, byli Rzymianie, Żydzi, Kreteńczycy, Arabowie, a więc przedstawiciele wszystkich niemal cywilizacji świata starożytnego. Kościół skierował się we wszystkie części świata: na wschód, zachód i południe od Palestyny.

To zupełnie nowy rys w historii wszystkich religii świata antycznego. Wiara przestaje dotyczyć jedynie „ludu wybranego”. Historia zbawienia obejmuje wszystkich ludzi, wszyscy są „wybrani”, by móc doświadczyć zbawienia w ramach Kościoła. Tutaj Kościół, który tak wiele czerpał ze Starego Testamentu stanął jakby na drugim biegunie jego teologii. Przejmując całą spuściznę proroków z czasów przed Chrystusem, cały bagaż liturgii i pewnych wypracowanych już pojęć religijnych Starego Testamentu, Kościół jako jedyne narzędzie realizacji „ekonomii zbawienia” musiał odrzucić konieczność ograniczenia wspólnoty wiernych do jakiegokolwiek kryterium: narodowego czy cywilizacyjnego. Duch Święty był niezbędnym Sprawcą uświadomienia sobie tego przez pierwszych członków Eklezji, którzy przecież nie tylko wyrośli w tradycji żydowskiej, ale jako niewykształceni ludzie nie posiadali tej odwagi sięgania poza dostępne źródła rozumienia świata. Apostołowie byli przecież bogobojnymi Żydami, przywiązanymi do utartych pojęć o poganach czyli tych, którzy pozostawali poza Przymierzem. Ich żydowska pobożność, choć była niezbędnym warunkiem przyłączenia się do Chrystusa w Jego czci dla Ojca, przeszkadzała im niejednokrotnie w akceptowaniu nie tylko słów Jezusa, ale i jego postępowania jeszcze, kiedy był z nimi. Teraz, po Jego Wniebowstąpieniu, wspierani łaską Ducha Świętego mieli iść do pogan, do innych Żydów z narażeniem własnego życia, by rozszerzać granice Kościoła o ich serca.

Dzieło misji wśród pogan i rozciągnięcie Kościoła na cały świat hellenistyczny przypisuje się świętemu Pawłowi. Dawny prześladowca chrześcijan o imieniu Szaweł, który jako obywatel rzymski i zacięty faryzeusz „niszczył Kościół wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety i wtrącał do więzienia”(Dz.Ap.8,3) doznał łaski nawrócenia w drodze do Damaszku w 37 r. Jego wykształcenie i oczytanie w literaturze greckiej pomogło mu interpretować naukę Chrystusa w sposób niezwykle dociekliwy i logiczny, dzięki czemu pozostawił po sobie ogromną ilość pism: listy i ewangelię, którą św.Łukasz pisał pod jego okiem. To on właśnie miał odwagę spojrzeć w twarz następcy Chrystusa, św.Piotrowi, i widząc jego niechęć do siadania za stołem z poganami podjął kwestię przyjęcia ich do gminy chrześcijan bez konieczności obrzezania, czyli bez wcześniejszego wejścia w wiarę Mojżeszową. Ów spór o zachowanie Prawa został rozstrzygnięty na I soborze, tzw. jerozolimskim ok.50 r. po Chrystusie. Św.Paweł obronił wówczas swoje argumenty i Apostołowie przyjęli dekret nie pozwalający „nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne.”(Dz.Ap.15,28)

Tak więc Kościół mógł rozszerzać swobodnie swoją naukę wśród ludów obcych gminom żydowskim. I tak Apostołowie rozproszyli się po świecie pozostawiając w Jerozolimie jedynie św.Jakuba Młodszego, skąd miał się już nie ruszyć do końca życia jako pierwszy biskup tego miasta. Dzieje Apostolskie, Listy, ale także pisma autorów starochrześcijańskich zawierają świadectwo działalności pierwszych misjonarzy w całej Azji, na południu Europy i w Afryce. Św.Piotr podjął się dzieła tworzenia gmin chrześcijańskich w samym sercu cesarstwa, w Rzymie, św.Jan udał się do Efezu, św. Marek założył Kościół w Aleksandrii, św. Baranaba w Antiochii, gdzie też „po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami”(Dz.Ap.11,26). Misyjne rekordy pobił jednak św. Paweł, który w ciągu ośmiu lat (50-58 r. po Chr.) odbył trzy podróże: do Syrii, Azji Mniejszej, na płw.Bałkański, następnie do Aten, przez Efez i Jerozolimę do Antiochii, w latach 54-58 odwiedzał głównie gminy w Efezie, Macedonii, Koryncie, Jerozolimie, gdzie został uwięziony i przewieziony do Rzymu, by zginąć z wyroku cesarza Nerona w 67 r.

Niemniejszą rolę odegrał św. Piotr, którego autorytet utrzymywał w integralnej całości, wciąż rozrastający się Kościół. Ta niezwykła postać, tak porywcza w swoich gestach zarówno miłości jak i ludzkiego strachu, odcisnęła nadzwyczaj głębokie piętno na charakterze rozwijającej się wspólnoty. Stanowił on wyraźny pomost pomiędzy starą judaistyczną tradycją posłuszeństwa Bogu i chrześcijańską doktryną miłości i wiary usprawiedliwiającej ludzką słabość. Euzebiusz z Cezarei, jeden z pierwszych historyków Kościoła, potwierdza wielki autorytet, jakim darzono następcę Chrystusa. Obok niego wymienia także Jana i Jakuba, którzy „po wniebowstąpieniu Zbawiciela o godności się nie ubiegali, chociaż Zbawiciel ich właśnie wyróżnił przed innymi”(Euzebiusz z Cezarei, Historia Kościoła, opr.A.Lisiecki, Poznań 1924, II,Prol.1,2)

Zdanie to oddaje, choć nie w pełni, charakter tzw. władzy duchownej w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Z następcą Chrystusa współdziałali ofiarnie pozostali Apostołowie, którzy uzupełniali każdorazowo swoje grono. Oni też od początku istnienia Kościoła powołali instytucję tzw. „opieki dla najuboższych”, którą miało kierować siedmiu diakonów. Rozwijający się i przyjmujący do swego grona pogan i Żydów Kościół organizował się w osobne gminy znajdujące się pod opieką ustanowionych biskupów, którzy również mieli do pomocy diakonów i tzw. diakonise oraz prezbiterów czyli kolegia starszych służące radą. Przekrój społeczny przez te wspólnoty był bardzo szeroki. Nowa religia była szczególnie atrakcyjna dla niższych kręgów społecznych: dla wyzwoleńców, niewolników, żołnierzy, ale także przyciągała kupców, rzemieślników, właścicieli ziemskich, wreszcie ludzi wykształconych. Gminy te utrzymywały ze sobą dość słaby kontakt. Listy wymieniane między nimi i misje apostolskie niwelowały nieco niebezpieczeństwo odchodzenia od pierwotnych form kultu chrześcijańskiego. Ale przecież już w listach apostolskich uderzyć nas muszą powtarzane nieustannie napomnienia o konieczności posłuszeństwa i zachowania czystości liturgii.

Zanim przystąpimy do kwestii walki chrześcijaństwa o prawo do swobodnego rozwoju w obliczu narastających aż do początku IV wieku prześladowań pogańskich, przed rozstrzygnięciem, dlaczego kultura chrześcijańska zwycięsko wkroczyła w dzieje świata, kształtując nieodwracalnie jego oblicze w ramach wartości Chrystusowych, należy zadać sobie pytanie, dlaczego ta „rewolucja miłości”, jej pożar pochłonął wówczas tyle serc? To pytanie intryguje każdego historyka, jeśli odsunie on na bok przekonanie o działaniu Ducha Bożego. Pomijając już kwestię zapewnionego tzw. awansu społecznego dla warstw najniższych, który nie mógł być przecież urzeczywistniony w ciągu najbliższych kilku wieków, zwrócić musimy uwagę na odmienność wyznawanych przez chrześcijan wartości w porównaniu z naówczas powszechnie przyjętymi. Oto osiem błogosławieństw wypowiedzianych w Kazaniu na Górze stało się obowiązującymi prawami życia i historii. Nastąpiło odwrócenie logiki ludzkiego postępowania. Chrystus w obliczu chylącej się z wolna ku upadkowi cywilizacji rzymsko-hellenistycznej ukazał człowiekowi drogę nie sławy i bogactwa, ale pokory i ubóstwa, a zrównując wszystkich w prawie miłości nadał nowy sens postępowaniu. Ludzie wykształceni na greckiej filozofii odnaleźli w Jego nauce wyjaśnienie wszystkich kwestii, do których najznakomitsi myśliciele tylko się zbliżyli, znaleźli też dla nich potwierdzenie w Jego heroicznym życiu. Chrystusowa „filozofia miłości” działała jak magnes w świecie, gdzie korupcja władzy, brutalność i rozpusta wydawały się niepodzielnie panować nad wszystkimi zjawiskami życia społecznego. Słuchający nauk Apostołów ludzie zaczynali się odwracać od wszechobecnego chaosu, by szukać Prawdy tam, gdzie nikt jej dotąd nie szukał.

dr Anna Sutowicz

Kategoria: Teksty

Komentarze są zablokowane.